Z wizytą w Szkole Polskiej im. Gustawa Herlinga-Grudzińskiego
przy Ambasadzie Rzeczypospolitej Polskiej w Rzymie
Rozmowa z Danutą Stryjak – dyrektorką Szkoły Polskiej im. Gustawa-Herlinga Grudzińskiego przy Ambasadzie RP
w Rzymie, założycielką Stowarzyszenia Nauczycieli Języka Polskiego w Rzymie,
pomysłodawczynią i inicjatorką portalu Polonia to My.
Rozmowę przeprowadziła Dorota Bajur-Krawiecka, redaktor Buskiego Kwartalnika Edukacyjnego, przedstawicielka Powiatowego Ośrodka Doradztwa i Doskonalenia Nauczycieli w Busku-Zdroju.
Ośrodek Rozwoju Polskiej Edukacji za Granicą to organ prowadzący obecnie 74 polskie szkoły przy placówkach dyplomatycznych Rzeczypospolitej Polskiej w 36 krajach. We wspomnianych placówkach szkoły podstawowej i liceum kształci się blisko 15600 uczniów. Grono pedagogiczne łącznie we wszystkich 36 krajach liczy 570 nauczycieli.
P: Pozwoli Pani dyrektor, że rozpocznę rozmowę od osobistej refleksji. Po całym dniu zwiedzania wiecznego miasta, słuchania języka włoskiego na gwarnych rzymskich ulicach, zawitałam do Szkoły Polskiej w Rzymie. Moje wyobrażenie tego miejsca, jak się okazało, odbiegało od rzeczywistości. W momencie przekroczenia progu, poczułam się jak w… mojej szkole w Staszowie, w której na co dzień pracuję… Korytarze ozdobione patriotycznymi gazetkami, szkolny gwar polskiego języka, podręczniki, z których uczą się również moi uczniowie. Pani dyrektor jak to się robi? Jak tworzy się i zarządza kolebką polskości nad rzeką Tyber?
D.S.: Szkoła Polska im Gustawa Herlinga Grudzińskiego przy Ambasadzie Rzeczypospolitej Polskiej w Rzymie jest polską placówką publiczną, która istnieje już 50 lat. Szkoła, zgodnie z Rozporządzeniem MEN z dnia 9 sierpnia 2019 z późn. zmianami, w sprawie organizacji kształcenia dzieci obywateli polskich czasowo przebywających za granicą, realizuje uzupełniający plan nauczania w zakresie szkoły podstawowej i liceum. Prowadzimy także oddziały przedszkolne. Zajęcia w szkole odbywają się w języku polskim. Uzupełniający plan nauczania oznacza, że uczniowie uczęszczają do włoskich szkół i realizują normalny tok kształcenia, natomiast w Szkole Polskiej w Rzymie program nauczania obejmuje przedmioty uzupełniające: język polski wiedzę o Polsce ( przedmiot łączy treści z zakresu historii Polski, geografii Polski i wiedzy o społeczeństwie). Po ukończeniu każdej klasy, zgodnie z polskim prawem oświatowym, uczniowie otrzymują polskie świadectwa promocyjne lub świadectwa ukończenia szkoły. Rekrutacja do szkoły rozpoczyna się w połowie kwietnia, a kończy z końcem września każdego roku. Jak się zarządza? Podobnie jak w każdej szkole w Polsce, czy innym kraju. Mamy statut i to on wyznacza najważniejsze cele zadania naszej placówki, realizujemy ramy programowe, kierunki polityki oświatowej państwa, ale przede wszystkim, i to pragnę podkreślić, dbamy o tożsamość narodową naszych uczniów.
P: Ile obecnie nauczycieli liczy grono pedagogiczne?
D.S.: W szkole zatrudnionych jest obecnie 12 nauczycielek. Jedenaście koleżanek zdobyło wykształcenie pedagogiczne w Polsce, jeszcze przed przybyciem do Włoch. Ich przyjazd do Rzymu nie miał nic wspólnego z pracą w naszej szkole. Ja natomiast przybyłam tu 15 lat temu specjalnie do pracy, ponieważ wygrałam konkurs na dyrektora, ogłoszony wówczas przez MEN. Zdecydowałam wówczas o zamianie funkcji dyrektora szkoły w Polsce na rzecz piastowania tej samej funkcji w Rzymie.
P: Piętnaście lat pracy na stanowisku dyrektora to piękny jubileusz. To wystarczający czas, by zrealizować wiele inicjatyw i pomysłów. Wiem, że było ich mnóstwo, proszę jednak wymienić te, które Pani zdaniem były szczególne z różnych względów.
D.S.: Myślę, że wszystkie podejmowane działania, które zrealizowaliśmy były potrzebne i ważne, gdyż każde z nich było odpowiedzią na potrzeby naszych uczniów i ich rodzin. Szkoła taka jak nasza, szkoła za granicą, oprócz najważniejszego dla każdej szkoły zadania, jakim jest nauczanie, przekazywanie wiedzy, powinna starać się jednoczyć Polaków, rodziny mieszane żyjące w najbliższej okolicy. Nasi rzymscy koledzy, przyjaciele, włoskie rodziny często ze zdziwieniem przyglądają się naszej działalności, nazwijmy ją okołoszkolnej – my ciągle organizujemy uroczystości, festyny, spotkania, celebrujemy małe, ale ważne święta np. Mikołajki, czy Andrzejki. Nie ma miesiąca w naszym szkolnym kalendarzu, żeby nie odbywało się coś innego niż tylko lekcje – spotkanie z pisarzem, karnawałowy bal, kiermasz wielkanocny, konkursy, piknik rodzinny, wycieczki itd. Te wszystkie wyżej wspomniane działania podejmujemy dlatego, że szkoła polska ma również za zadanie integrować Polaków tu mieszkających. To w szkole rodzice naszych uczniów się odnajdują i zaprzyjaźniają. Proponując całym rodzinom różne aktywności, staramy się inspirować ich do działania. Przykład? Organizowaliśmy kiedyś konkurs, w którym nasi uczniowie mieli przygotować filmik, w którym pokażą swoją ulubioną polską bajkę z dzieciństwa. Proszę sobie wyobrazić kilkadziesiąt polsko-włoskich rodzin (bo tyle dostaliśmy filmików), wybierających w domu tę ulubiona bajkę, szukających rekwizytów, przygotowujących stroje, scenografię, kostiumy dla wszystkich członków rodziny, również tych włoskojęzycznych, uczących się swoich kwestii. To były tygodnie pracy z polskim tekstem, który jednoczył całe rodziny. Albo kolejna nasza wspólna zabawa: pod koniec roku szkolnego spotykamy się na pikniku rodzinnym na via Appia w Rzymie i pod drzewami oliwnymi w pobliżu słynnych katakumb urządzamy staropolskie zabawy. Czasem my nauczyciele sami nie wiemy, kto się lepiej bawi – rodzice czy uczniowie, grając np. w Raz, dwa, trzy, Baba-Jaga patrzy…
Nie potrafię powiedzieć zatem, czy ważniejszy dla nas był wieloletni cykl konferencji metodycznych z udziałem wybitnych autorytetów w dziedzinie dwujęzyczności, czy jeden z festynów, konkursów czy pikników, o którym nasi uczniowie i rodzice długo będą pamiętać….
Dodatkowo, żeby mieć jeszcze większe możliwości wzbogacania życia szkoły, utworzyliśmy Stowarzyszenie Nauczycieli Języka Polskiego, które powstało w 2010 roku, w odpowiedzi na potrzeby miejscowej Polonii. Stowarzyszenie zajmuje się propagowaniem języka i kultury polskiej w środowisku polskim we Włoszech. Od kilku lat prowadzi miedzy innymi polskie przedszkole oraz kursy języka polskiego dla dzieci i dorosłych. Ponadto chciałabym wspomnieć o portalu Polonia to My. Idea jego powstania wzięła się z troski o naszych absolwentów. Zaczęliśmy się zastanawiać, jak do nich dotrzeć, jak ich nie stracić jako grupy. Dopóki chodzili do szkoły, polskość była pielęgnowana, później bywa różnie. Dlatego postanowiliśmy stworzyć dla nich portal Polonia to My, który sami prowadzą. Moim zadaniem, jako prezesa stowarzyszenia było napisanie projektu i znalezienie źródła finansowania, którym jest nasz wydział konsularny. Portal jest poszerzeniem działalności szkoły. Jest tworzony przez młodych Polaków, dla młodych Polaków. Inicjatywa okazała się trafiona. W listopadzie zorganizowaliśmy I Kongres Młodzieży Polonijnej, który odbył się w Rzymie. Zorganizowano warsztaty, szkolenia. Miała miejsce wymiana doświadczeń. Nie pozostaje nic innego, jak mieć nadzieję, że inicjatywa przetrwa i odbędą się kolejne spotkania kongresowe.
P: Działania, o których Pani wspomniała integrują Polonię, wspierają relacje i dbają o krzewienie postaw patriotycznych wśród Polaków mieszkających w Rzymie, co jest wspaniałe. Wiem jednak, że szkoła wychodzi o wiele dalej, bo nie tylko opowiadacie o Polsce, ale także podróżujecie z uczniami do kraju ich pochodzenia, przodków?
D.S.: Rzeczywiście, bardzo cenimy sobie to, że został dla nas udostępniony program Poznaj Polskę – kraj rodzinny, bo uważamy, że wyjazd naszych uczniów do Polski jest podsumowaniem naszej pracy. Udało się zorganizować trzy wycieczki. Mimo listopadowej pogody, dzieci wróciły zachwycone! Zwiedziły Warszawę, Kraków, Poznań i Gniezno. Uczniowie są pod wielkim wrażeniem naszego kraju. Niektórzy wrócili pozytywnie zaskoczeni. Inni nawet myślą o studiach w Krakowie, gdyż poczuli, będąc w Polsce jej wartość i to, co zobaczyli, przypadło im do gustu! Odwiedzili, również polską szkolę i ocenili, że jest świetnie wyposażona, nowoczesna i przyjazna.
P: W Polsce niedawno zakończyliśmy semestr i trwają ferie zimowe. Czy nasi rodacy w Rzymie, również doświadczą tego przywileju?
D.S.: Tak, w naszej szkole także zakończyliśmy semestr, jesteśmy świeżo po radzie klasyfikacyjnej. Jednak my kończymy I semestr i od razy rozpoczynamy II, nie mamy ferii. Podobnie jak w każdej szkole, również w szkołach polskich odbywają się wywiadówki, spotkania z rodzicami. Pandemia nauczyła nas organizowania spotkań online i rzeczywiście coraz częściej te spotkania mają charakter interaktywny, co wynika także z faktu logistycznego. Nie jesteśmy szkołą rejonową. Uczniowie i ich rodziny mieszkają w różnych częściach Rzymu, więc wspólnie uznaliśmy, że jeżeli chodzi o tego typu spotkania, to jest to idealne rozwiązanie, by zgromadzić w jednym czasie jak najwięcej rodziców. Mamy wtedy możliwość organizacji spotkania późnym wieczorem, kiedy rodzice już wrócą z pracy i my zakończymy naszą pracę, a pracujemy do 20.00 wieczorem. Wspomniany przeze mnie fakt wirtualnych spotkań, to na pewno duży plus, ale zauważam tu pewne realne zagrożenie, którego poniekąd doświadczyliśmy jako szkoła. To pandemia spowodowała, że przerwały nam się naprawdę fantastyczne relacje z rodzicami, które mieliśmy. Bardzo długo był zakaz pracy, następnie byliśmy jednym z pierwszych krajów, który zaczął pracować online. Faktem jest, że kolejny rok po pandemii, był chyba najtrudniejszym dla nas czasem pracy zawodowej, kiedy w zasadzie co tydzień był nowy plan lekcji i zastanawianie się, kto przyjdzie, a kto nie, by wiedzieć jak zorganizować zajęcia. I niestety nie zdołaliśmy nawiązać tak dobrych relacji z rodzicami, które to relacje powodują, że rodzice czują się tak silną grupą, że zostają tutaj do końca edukacji ze swoimi dziećmi jako grupa. Dla przykładu obecna klasa czwarta licealna (przygotowująca się do studniówki) przetrwała prawie w niezmienionym składzie od pierwszej klasy szkoły podstawowej. Dlaczego? Dlatego, że oni utworzyli grupę, zaprzyjaźnili się i to jest nasz ogromny sukces pedagogiczny. Te przyjaźnie zwłaszcza nawiązane w środowisku polskim, są dla nich czasami przeważające i to jest tez powód, dla którego wielu uczniów rozpoczyna naukę w naszej szkole. Inaczej mówiąc powodem jest potrzeba przynależności narodowej, zwłaszcza wśród osób urodzonych i wychowanych w Polsce. Analogicznie, obecna czwarta i piąta klasa szkoły podstawowej są to osoby, które były w edukacji wczesnoszkolnej, kiedy uczyły się online. Widzimy po liczbie dzieci w tej klasie, że zapłaciliśmy cenę za pandemię. Zabrakło realnej relacji z rodzicami. Przyprowadzając od najmłodszych lat dzieci do szkoły, rodzice poznają się, zaprzyjaźniają, często odkrywają, że pochodzą z tych samych regionów Polski. Czas pandemii uniemożliwił spontaniczne spotkania i rozmowy na szkolnym placu w oczekiwaniu na swoje pociechy. Bardzo nad tym ubolewam jako dyrektor, gdyż zależy mi na aktywnym udziale rodziców w życiu placówki, gdyż bez nich, my jako szkoła nie istniejemy! Bez zaangażowania i podjęcia decyzji, że posyłają dziecko do szkoły, która jest nadobowiązkowa, dzieci nie uczęszczałyby tu. To jest druga szkoła, pierwszą jest szkoła włoska. Poza tym bez kontaktu z rodzicami to miejsce nie byłoby szkołą, tylko czymś w rodzaju kursu językowego, a przecież chodzi o coś zupełnie innego.
P: W jakim wieku uczniowie mogą rozpocząć naukę?
D.S.: Tak jak wspomniałam wcześniej, prowadzimy przedszkole, więc naukę u nas można rozpocząć już w wieku przedszkolnym. Natomiast zdarzają się i takie sytuacje, gdy do szkoły przychodzą zapisać się po raz pierwszy uczniowie piętnastoletni, czy szesnastoletni, którzy nie mówią w ogóle po polsku i my ich przyjmujemy. Jest to bardzo przykra sytuacja, na którą nie mamy wpływu bezpośrednio. To nie jest krytyka z mojej strony. Ja nie oskarżam rodzin, każda sytuacja jest inna. Czasami po prostu wcześniej się nie dało i tyle. Bardzo cieszymy się, gdy taki uczeń, który przychodzi późno, po jakimś czasie zaczyna się utożsamiać z grupą, czuje się częścią szkoły, zaczyna mówić po polsku i odnajduje swoją tożsamość.
P: Dlaczego zatem mimo późnego wieku, niektórzy decydują się na rozpoczęcie nauki w polskiej szkole?
D.S.: W pewnym momencie swojego życia odczuwają dyskomfort, brakuje tzw. przysłowiowej drugiej nogi, gdyż nie są w stanie skomunikować się z kuzynami z Polski, babcią, wujkami. Czasem pojawia się pomysł, żeby wrócić do Polski, na stałe lub na studia.
I tak naprawdę często to główny powód, że trafiają do nas. A później z reguły okazuje się, że poznają kolegów, wchodzą w relacje koleżeńskie i tu pozostają, – bo tu jest fajnie – jak sami mówią 🙂 To jest naprawdę wielka radość móc obserwować rodzenie się w ich umysłach
i sercach tożsamości narodowej, poczucia przynależności. Tak, oni są Włochami, jednak także Polakami i dopiero pogodzenie tych dwóch narodowości w jednym człowieku, niektórym uczniom pozwala zdefiniować siebie i określić kim są.
P: Dlaczego zatem jedne rodziny posyłają dzieci do polskiej szkoły, a inne nie decydują się na taki krok czasem w ogóle?
D.S.: To jest bardzo, bardzo poważny problem na książkę naukową. Dlaczego jedni podejmują decyzję o tym, by mieszkając od dwudziestu, czy dwudziestu pięciu lat za granicą trwać przy tej polskości i czuć się jej częścią, a inni dobrowolnie rezygnują z możliwości kontaktu językiem i kultura polską? Czasem decyduje o tym sytuacja życiowa, odległość, a czasem zapewne niskie poczucie patriotyzmu. Staramy się nikogo nie oceniać, to nie nasza rola. Moje doświadczenie zawodowe pokazuje, że Polacy tu mieszkający potrzebują takiego miejsca, jakim jest ta szkoła. Czujemy się potrzebni jako kadra pedagogiczna, o czym rodzice mówią nam wprost. Nie będę ukrywała, że ważne jest dla nas – nauczycieli – to poczucie zawodowego spełnienia. Zupełnie inna dyskusja jest przy tzw. ,,drugiej generacji”. Wczoraj w jednaj z licealnych klas, podczas lekcji na temat Wielkiej Emigracji, zapytałam uczniów, czy są emigrantami? Wszyscy popatrzyli na mnie ze zdziwieniem i odpowiedzieli z przekonaniem, że oni nie są emigrantami, że emigrantami to ewentualnie byli ich rodzice, a nie oni. Przekonywali mnie, że są stąd, gdyż tu się urodzili. No właśnie, ale jeśli kiedyś ich rodzice podejmą decyzję, o powrocie do Polski, to wtedy emigrantami będą ich dzieci. Bo przecież dla nich to nie będzie powrót, to będzie….. no właśnie co? Ten, skądinąd poważny problem, poruszyła w swojej pracy pt.
,,(Nie-)powroty” prof. Halina Grzymała–Moszczyńska. To są naprawę poważne dylematy, na które również przygotowujemy uczniów, uświadamiając im, że można połączyć dwie tożsamości. Wyjaśniamy czym jest emigracja i jak sobie z nią radzić.
P: Co jest istotne w funkcjonowanie polskich szkół w ogóle, oprócz tego, co już wybrzmiało w rozmowie?
D.S.: Chciałabym podkreślić, że nie ma polskiej szkoły bez wspierania dwujęzyczności. Nie istnieje w naszej sytuacji inna możliwość. Ponad dziewięćdziesiąt procent uczniów, to są uczniowie tutaj urodzeni. Mamy uczniów z rodzin tzw. polsko-polskich, polsko-włoskich, polsko-czeskich, itp. Ci ostatni uczniowie chodzą do obowiązkowej szkoły włoskiej, a ponadto jeszcze do dwóch szkół: polskiej i czeskiej.
Ta dwujęzyczność to jest też wyjaśnianie rodzicom, że naszym zadaniem nie jest, mówiąc kolokwialnie, przerabianie ich dzieci na Polaków. My doskonale zdajemy sobie sprawę, że te dzieci są zanurzone w kulturze włoskiej. Dla nich często język polski nie jest językiem ojczystym, tylko językiem dziedziczonym, drugim. Należy ten fakt uznać i szanować. Przez długi czas, tutaj w Rzymie, organizowałam konferencje na temat dwujęzyczności. Zastanawialiśmy się, co jest pierwsze, czy pierwsza jest tożsamość, która powoduje, że uczniowie tu trafiają, czy język ? Czy mamy zacząć od uczenia języka i poprzez język wzbudzić tożsamość? A może inna metoda okaże się skuteczniejsza? Jeśli inna, to jaka? Dziś wiem, że nie ma jasnej i jednej odpowiedzi na to pytanie. Każdy przeżywa swój rozwój osobisty inaczej.
P: Czy dzieci z rodzin polskich mają łatwiej w zaklimatyzowaniu się w szkole niż uczniowie z rodzin, gdzie jedno z rodziców nie jest Polakiem?
D.S.: Nie jest to reguła. Wszystko tak naprawdę zależy od cech indywidualnych dziecka. My w naszej szkole oczywiście bardzo szanujemy drugą narodowość naszych uczniów. Zawsze podkreślamy, że są nie tylko Polakami, ale również Włochami. Zapraszam na małą wycieczkę…
Wychodzimy z gabinetu i przemierzamy długi korytarz, by po chwili znaleźć się sali lekcyjnej, na ścianie której zauważam flagi: jedną polską, a drugą włoską. Klasa liczy kilkanaścioro dzieci w wieku ośmiu, może dziewięciu lat. Za biurkiem w otoczeniu pięknego fortepianu spostrzegam uśmiechniętą nauczycielkę, która wita nas skinięciem głowy. Speszona niepewnie mówię:
– Dzień dobry.
– Dzień dobry – odpowiadają piękną polszczyzną mali uczniowie.
– Dzień dobry – powtarza Pani dyrektor z uśmiechem, po czym dodaje:
– Chciałam zapytać, czy są w tej klasie Polacy?
– Taaaak! – chóralnie odpowiadają pewnym głosem uczniowie i podnoszą małe rączki ku górze…
– A czy są w tej klasie Włosi? – dopytuję dalej po chwili.
-Taaaak! – równie pewnie artykułują uśmiechnięte dzieciaki.
P: Powyższa sytuacja pokazuje, że szkoły, takie jak ta, mają ogromną misję do spełnienia. To musi być ogromna odpowiedzialność i konieczność posiadania umiejętności pracy w środowisku wielokulturowym, co chyba nie jest najłatwiejsze?
D.S.: Pracując w placówce takiej, jak nasza, należy mieć poczucie misji, bez dwóch zdań. Odpowiedzialność jest duża, gdyż mamy do spełnienia, oprócz aspektu podstawowego – edukacyjnego, jeszcze aspekt często psychologiczny, czasem ważniejszy od tego dydaktycznego. Mam ogromne poczucie odpowiedzialności. Niezwykle ważne dla każdego dyrektora jest otaczanie się właściwymi współpracownikami. Mam to szczęście współpracować ze wspaniałymi nauczycielkami, które są oddane pracy, doskonale rozumieją misję szkoły i zawsze mogę na nich polegać, a one mam nadzieję, również na mnie. W wypełnianiu naszych obowiązków bardzo pomocna jest Polska Ambasada w Rzymie.
Od lat współpracujemy i jest to na pewno z wielką korzyścią dla uczniów naszej szkoły. Teraz właśnie jesteśmy świeżo po studniówce, która odbyła się, dzięki uprzejmości Polskiej Ambasady w Rzymie, kolejny już raz w jej siedzibie. Niezmiernie pomocne w pracy są akcje i działania organizowane przez organ prowadzący – Ośrodek Rozwoju Polskiej Edukacji za Granicą (ORPEG), a także Polonijne Centrum Nauczycielskie (PCN).
P: Wspomniała Pani dyrektor o studniówce. Jednak jeśli chodzi o maturę, to sprawa wygląda nieco inaczej?
D.S.: Tak studniówka to ważne wydarzenie dla całej społeczności szkolnej. Wszyscy przygotowujemy się do niej przez wiele tygodni. Jednak mimo, że kultywujemy zwyczaj balu studniówkowego, to nasi uczniowie nie zdają polskiej matury. Młodzież przystępuje do matury włoskiej. Jest ona wystarczająca, by zrealizować plany edukacyjne uczniów. My przygotowujemy dla naszych absolwentów wewnętrzne egzaminy, które mają pokazać drogę, którą przeszli. Jest to takie symboliczne zamknięcie cyklu nauki. Tutaj wspomnę o programie ,,Moja biało-czerwona”. Zgodnie z nim uczniowie tworzą krótkie etiudy, filmiki, w których mają zamieścić informacje, czym dla nich jest ,,Moja biało-czerwona”. To jest tak wzruszające, że brak mi słów….Na samą myśl w oku kręci się łezka… Owoce ich pracy pokazuję jak ważna jest dla nich Polska, że to jest też dla nich Ojczyzna…
P: Czyli tożsamość polska jest zachowana?
D.S.: Jest, bo gdyby nie była, to Oni by tutaj nie byli! Przyprowadzają ich rodzice, gdy są mali, ale gdy dorastają, sami chcą tu uczęszczać i zostają do końca, dlatego, że chcą… I to jest dla mnie jako dyrektora największa nagroda i powód do radości!
P: Na koniec jeszcze słówko o patronie. Gustaw Herling-Grudziński urodzony w Kielcach, emigrował do Rzymu, Neapolu, pisarz, eseista, wybitny krytyk. Walczył w bitwie pod Monte Casino, za co otrzymał Order Virtuti Militari. Przez wzgląd na traumatyczną biografię, pobyt w obozach pracy, to zacny, ale jednak trudny patron zwłaszcza dla najmłodszych uczniów?
D.S.: Gustaw Herling-Grudziński jest patronem naszej placówki już ponad dwadzieścia lat. Jego bohaterskie życie, związki z Rzymem, Neapolem i to, że był emigrantem sprawia, że to patron, którego uczniowie podziwiają. Czy jest trudnym patronem? Myślę, że to wszystko zależy od sposobu przekazania i selekcji treści dostosowanych do wieku uczniów. Walka pod Monte Casino, czy doświadczenie migracji, tak bliskie naszym uczniom, powodują, że Grudziński jest im bliski. Uczniowie w klasach starszych dowiadują się o życiu w obozach, głodówkach i innych wstrząsających faktach zawartych na kartach książki Inny świat. Nasz patron to reprezentant polskiej polonii, która przybyła tu po II wojnie. Jego córka Marta Herling bardzo dba o spuściznę ojca i współpracuje z nami. Dla mnie Grudziński to przede wszystkim wielki patriota i wzór do naśladowania.
P: W imieniu swoim i Buskiego Kwartalnika Edukacyjnego dziękuję za wspaniałą i inspirującą rozmowę. Zapraszamy i zachęcamy do odwiedzenia Kielce i pięknych świętokrzyskich okolic – regionu pochodzenia patrona Szkoły Polskiej w Rzymie, a naszego krajana. Było mi bardzo miło!
D.S.: Dziękuję, mnie również. Mam nadzieję do zobaczenia!
Zdjęcia: Szkoła Polska w Rzymie














